Własny wstyd
Popularity · Low
YouTube
Searching YouTube...
Lyrics
Kiedy oni z góry patrzą na to co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując jaki świat jest niby zabawny
Kiedy oni z góry patrzą na to co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz każdy z nich nie wie czym jest dziś
Nie wie kim jest dziś nie wie nic
Wiesz czasem zastanawiam się
Czy odnajdę się na etapie na którym się znalazłem
Ten paradoks jest toksyczny jak azbest
Widzisz był czas kiedy tu miałem tego dość już
Zaniedbałem wiarę zacząłem omijać kościół
Zacząłem popijać z tymi co ciągle piją
Gdzie jest cud? Gdzie jest mój Ojciec Pio
W ogóle to gdzie jest mój ojciec? To pytanie
Raz na jakiś czas zadawała mi któraś z panien
Samiec zawsze podobno wdaje się w ojca
Mówią on zostawił to ty też będziesz odtrącać
Autor? Dobra idź z tym ktoś powiedział
Ten numer będzie zbyt autobiograficzny
Jebać to hip hop jest jak lustro
Więc czy mam coś do ukrycia? Tak mam mnóstwo
Ale niektórzy z nich muszą w końcu załapać
Że nie zawsze jestem Ten Typ Roześmiana Japa
Kiedy oni z góry patrzą na to co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując jaki świat jest niby zabawny
Czasem czuję się jakbym siedział w oszustwie samego siebie
Myśli zatrute gniewem
Po podstawówce w tym gównie siedzę
Kolejną sztukę mam lecz rzucę ją lub ona mnie
Uczucie usnęło w szponach serc jebać to
Przecież jeszcze są ziomki rap i niunie
A szkoła książki
Kosztem rap zapisuję kosztem
Znów 48 jaźwa do kartotek
A potem kolejny deal pod blokiem
By wieczorem dziś być na topie
Wieczorem mieć hajs i laski
A rano znów bać się że wydałem hajs pracodawcy o kurwa
Wiesz jednak nie mogę się z tego wyrwać
Nie mogę wytrzymać bez hajsu ale potrafię to przyznać
Nie rozumiesz co mówię? Mówię prawdę
Nie rozumiesz rzeczy które mnie bolą
Nie jestem bez winy więc rymami płaczę
Czy płaczą inni
Zwykle słyszysz „Weź to wyduś przyznaj się do błędów do własnego wstydu"
Z zeszytu spowiadany przez rap przez ten tytuł
Z okresu za który płacę teraz drogo
Rozliczając się z nim chcę odebrać go blokom
Kokon zbudowany z cegły któremu szczeniak
Uległ by narzucić sobie styl myślenia
Wąskie horyzonty zawsze skory na jointy
W takiej skali że czasem zapominałem podpalić
Zwykle w klatki i przejścia jak wyklęty
W tym samym miejscu kochany synek
Który kłamstwo wrzuca w rodzinę
To odcinek kiedy to łatwo wpadałem w furię
Nazywając tego co chciał zmian durniem
Dziś już dawno po dwudziestce chłopak
Na szesnaście wygląda moja garderoba
A mentalnie podbicie do trzydziestki zobacz
Kiedy oni z góry patrzą na to co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz każdy z nich po prostu boi się prawdy
Pokazując jaki świat jest niby zabawny
Kiedy oni z góry patrzą na to co robisz ty
Ukrywając przy tym zawsze swój własny wstyd
A wiesz każdy z nich nie wie czym jest dziś
Nie wie kim jest dziś nie wie nic