Skip to content

Po każdym słońcu

Popularity · Low

YouTube

Searching YouTube...

Lyrics

Mam dużo blizn, ale dalej ciała wiele Wokół tych pizd, moje zwrotki nadal szczere I duże ego, niech się niesie do tych grajków Nie jesteś mym kolegą, jak cię znam z okresu hype'u Mówiłaś zawsze, że jestem egoistą Że jak się jebie wszystko, to się zamykam z czystą Zawsze marzyłem tylko wejść z buta na blokach Filip La Vida Loca, na stacji Butan Propan Nie miałem autorytetów, jeśli coś bolało - minie Moje grono jak Hannibal, wykorzystywało świnie Tutaj nie ma wyborów, wszystko przychodzi z trudem Byłbym może lepszym wzorem, gdybym zdał na polibudę Jestem dzieckiem osiedli, które wydało pojebów Domy z kilkoma piętrami widziałem u kolegów Próbowałem chyba wszystko, od studiów po korpopracę Chyba wszystko, od love do pornolasek Nie umiem wrzucić na luz, kiedy patrzę na ludzi Moi kumple są na wyspach, tam nie ma all inclusive Pisząc ten numer słyszę, kurwa, jak rodzice mówią Że pojebałem licencjat, z rapu nie pożyję długo Możesz mnie nazwać bucem, koło dupy mi to lata Paru liczy na buraka, tak jak kiedyś Galata Przeszedłem każdy szczebelek, od fejmu po mega hating Znam prawdy nazewnictwo i terminologię klęski Po każdym słońcu kiedyś przychodził deszcz Tu nikt nie stoi z umbrellą, tak jak dupy z Cocomo Jeśli się z tym nie liczyłeś, to teraz wiesz Te schody do szczytu już wypluły gwiazdek sporo Najgorsze jest, kiedy nie masz o co walczyć Nie licz tu na przyjaciół, mają swoje życie Jesteś depozytariuszem, ty musisz starczyć Nawet jeśli już przemokłeś, chce Ci się krzyczeć Co to jest sława? Parę fotek z mordami? Jesteśmy w tym temacie lat za murzynami Pozdrawiam tych co żyją tutaj z siedzenia nad kartką Ja próbowałem rok, wolny czas wjebałem w alko Więc wracam lepszy, ciągle młodszy od tej ligi Ale chyba już dojrzały, choć nie wychował mnie Biggie Nie mam kolegów w mamrze, ale ty mi też nie kłam, że Pójdzie z tobą cała ośka, wychodzi śmiech po fakcie Jestem cichym erudytą i lubię czytać w myślach Mała nie masz prawa mówić, że chcę tylko wykorzystać Dla mnie seks to jest substytut wejścia w doskonałość Dobra pierdolę głupoty, na parę działało Nie mówię, że to mój rok będzie, że zgarnę kasę Twoi raperzy tak mówią, wstając po sylwestrze z kacem Jak chcesz żebym ci uwierzył, daj dowód na papierze W tym roku miałem oczko, więc już ślepo nie wierzę Po każdym słońcu kiedyś przychodził deszcz Tu nikt nie stoi z umbrellą, tak jak dupy z Cocomo Jeśli się z tym nie liczyłeś, to teraz wiesz Te schody do szczytu już wypluły gwiazdek sporo Najgorsze jest, kiedy nie masz o co walczyć Nie licz tu na przyjaciół, mają swoje życie Jesteś depozytariuszem, ty musisz starczyć Nawet jeśli już przemokłeś, chce Ci się krzyczeć