Skip to content
Lyric
Dive
Public playlists
My playlists
Search
Sign in
Monsun
Łysonżi
Popularity · Low
+
🇵🇱 Polish · Original
0
0
YouTube
Searching YouTube...
Lyrics
Original
Translation
Bilingual
Całą wiedzę o świecie to w małym palcu mieszczę
Szybko licząc pozostaje dziewiętnaście jeszcze
Chciałem mieć wszystko w dupie chwilę po dwudziestce
Tak się stało więc dostałem srogi wpierdziel
Dzisiaj nie mam sobie za złe bo przeżyłem przemyślałem
Znam przyczynę a na świecie to się samo nic nie staje
Im więcej w nas dobra tym zła w nas mniej
W sumie sobie mówię teraz łap za ster
Wtedy bilon w kiermanie a w dyni maniury
W sercu rytm rymowany a w płucach chmury
W żyłach etanol w gębie stilo za którym
Stało kilka przeżyć o których nie chciałem mówić
Nerwowi żyją krócej powtarzałem sobie kiedy
Budowałem dom mojej mamy dom i to na kredyt
Bez nerwów bez złudzeń system znałem na wylot
Dawno zanim usłyszało o mnie twoje boicho
Teraz tak ma być własny tacham krzyż
Moje dzieło wola jego pora wstawać świt
Dobra nasza sialiśmy jak była pora zasiać
We śnie latam chociaż nadal czasem padam na pysk
Teraz tak ma być własny tacham krzyż
Moje dzieło wola jego pora wstawać świt
Dobra nasza sialiśmy jak była pora zasiać
We śnie latam chociaż nadal czasem padam na pysk
Pierwszy tekst napisałem gdzieś w dziewięćdziesiątym szóstym
Nie wiedziałem dokąd zajdę w sumie kierunek słuszny
W sumie to bez wskazówek i właśnie bez oczekiwań
W zasadzie to czas porażek zanim zaczniesz wygrywać
Wcześniej jak mnie usłyszałeś to ja dużo przeszedłem
Pchałem ten pieprzony kamień krótko mówiąc potrzebnie
To nie będzie mój zawód ani praca na akord
Sprawdzam się w tym pisaniu wiec odpalam dyktafon
Rozpocząłem nagrania wiec proszę mi nie dyktować
To była wspaniała podróż wyboista droga
Nie wiem czy to połowa czy już jestem w połowie
Nie wiem co mam powiedzieć ale dalej to robię
Tyle razy w to wątpiłem ale wciąż w to wierzę
A w tym gąszczu nawijek wiele niedopowiedzeń
Opowiadam co przeżyłem nie o kurwa karierze
Nie trać głowy bądź gotowy jak życie cię dojedzie
Teraz tak ma być własny tacham krzyż
Moje dzieło wola jego pora wstawać świt
Dobra nasza sialiśmy jak była pora zasiać
We śnie latam chociaż nadal czasem padam na pysk
Teraz tak ma być własny tacham krzyż
Moje dzieło wola jego pora wstawać świt
Dobra nasza sialiśmy jak była pora zasiać
We śnie latam chociaż nadal czasem padam na pysk
Tak jak ty urodziłem się morda w domu z kartonu
Mam serce ze złota w zestawie skrzydła z betonu
Mój krzyż jest z ołowiu idę boso przez monsun
Co zimą wieje od lądu, tak już od wielu sezonów
Czekam aż w końcu ciśnienie przebije sufit
Jestem jednym z gnojków którzy się wjebali po uszy
Wierzę w to mocno czasem się czuję jak dureń
I powtarzam wciąż motto niczego nie żałuję
Sznyt z Czarnolasu tak mnie wychował Czerniaków
Cel to wywołać uśmiech na japach mych ananasów
Zagospodarować pustkę budzić się lepszym nazajutrz
Brać bity tłuste być mistrzem w sztuce melanżu
Ciśnienie spadło lecz leję ostatnio rzadko
Jak się już nieco podchmielę to odbija mi się czkawką
W ogóle to mam w dupie kto w tej grze jest najlepszy
Unoszę się w górę jak gorące cząsteczki