Skip to content

Pożegnanie z ulicą

Bosski
Popularity · Low

Listen

YouTube

0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced

Lyrics

Na wstępie uspokajam by nie było niedomówień Ja się nigdzie nie wybieram prawdziwi to wiedzą ludzie Fałszywy poniekąd skurwiel będzie czepiał się tytułu Parszywych dopiero ujrzę jak będzie tu cierpiał z bólu Robię pożegnanie rapem leszczom frajerom burakom Wrzeszczą chwieją i bujają się z zasadami na bakier Wiesz co? Śmieją i udają każdy wabi się kozakiem Dobrze wiemy kim Ty jesteś więc na chuj mi jakiś papier Na zasadach trwam nadal to masz tu na bank na pewno Na tej drodze obawa odpada plan mam tu pewność Jestem bardziej jak Frank Costello mniej jak Don Vito Choć genovese pesto wpierdalam często i syto Byłeś lojalny jak penis w dupie a teraz się dziwisz Że Ci sarkofagu nie funduje arcybiskup Dziwisz Embargo za to go frustruje to moralny trup widzisz No czego się spodziewałeś za kurestwo na ulicy Nie stój biernie bezczynnie bezsilnie schody donikąd Wychowany na Firmie prawilny młody bandyto Przypał robi jak w kinie na filmie modny Carlito Ale sława przeminie i zginie głodny na wyrost Wypierdalaj z ulicy na smyczy hipokryto I co tak się teraz dziwisz? Masz finito ty cipo Za plecami z zasad szydzisz padłeś nisko widzisz to Targaj chory łeb po ziemi głupia glisto weź idź stąd Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą To 16 wersów prawdy o naszych rejonach Ulicy emigracji i polskich domach Tych wersów które ciszą kurwy z podwórek Tych wersów które wjadą tam ostro z butem Spompowane leszcze groźne miny w klipach Hajs ponad wszystko zakochani w plikach Naćpane matoły gdzie tam jest ulica Gdzie kurwa zasady gdzie szacunek ja się pytam Gdzie macie szacunek i oddanie do wspólnika Dużo słów przypał i w moment go wydał Takich małolatów po rejonach lata stado Palą co się da co się da to ukradną Potem na komendzie trzeba ponieść konsekwencje Często są to przecież dzieciak skute ręce Jeśli nie dorosłeś siedź na dupie w domu To prawdziwy rap Firmy i Dixonów Pożegnałem się już nieraz nieraz będę wracał Kocham wszystko co też nieraz kocha żywot skracać Trzymamy się zasad ale czas też robi swoje Są ważniejsze rzeczy dla osoby mojej Są ważniejsze rzeczy niż przejmowanie się niczym Bo „nic" to są rzeczy którym palę tysiąc zniczy Życia alergicy pośród ładu dziczy Zamiast pobyć w ciszy pierdoli kurwa kwiczy Bez perspektyw będziesz ciągle stawał w miejscu Sensu nie widzi z odstępuje nie to nie po męsku Dobrze człowiek wie życie pełne precedensów Za dużo ufności za dużo podstępów Żegnam się więc zatem z każdą głupią rurą Z każdym pseudoprawilniakiem z każdą konfiturą Z każdym tym kto kiedyś zaufanie budził Dziś już nie ma ich dziś już dla mnie nie są ludźmi Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą Widzę jak leszcze chcą oddać jej serce Później kimają szamają szczają w ślepej alejce Chcesz żyć bezpiecznie? Pozostań na fejsie Ten kto mądry ten skromny i nie błyszczy na mieście Przejdź się nocą osiedle poczuj to miejsce Tu procenty i szuwaks zwalą kopa na szczękę Nie jednego przesąd dopadł koszmar o Rakowieckiej Szósta rano wjazd na bazę być miało lecz nie jest pięknie Szary beton kurwy węszą 2 4 h na oriencie To nie słońce nie piasek dropsy i szmaty w Mielnie Chcesz się bawić to się baw własnym fiutem w ręce Po chuj się kurwa pchasz tam gdzie nie Twoje miejsce Choć sam tu nic nie robię to znam ją jak własną kieszeń Zakamarki bloki klatki znów zapraszam na pętle Tu na VIPach Cię przywita ekipa od uzależnień Dalej żyją ulicą waląc browar na kreskę Dalej żyję tu gdzie żyłem ale kilka stopni wyżej I na własne oczy widzę co się dzieje na rewirze Kto obraca w gruz to co było na murbeton Kogo nie ma już bo poświęcił tu rzecz świętą Jedną i prawdziwą która nas tutaj trzyma Ponad hajsem ponad wszystkim przyjaźń Jednym słowem jednym gestem łatwo to zabijasz Mogło być tak pięknie teraz już nie ma wybacz Nie ma zrozumienia nie ma przebaczenia strzała! Jeśli zasadami tylko wycierasz se chała Zostanie ekipa mocna jak lodołamacz Ty pakuj plecaczek i wskakuj w swój kajak Zawsze znajdzie się ktoś kto jest zakałą Kto dla satysfakcji innym podcina gałąź Ciao bez pozdrowień krzyż na drogę to za mało Niech tym śmieciom po nogami same chuje wyrastają Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą Pożegnanie pożegnanie z ulicą Dla tych leszczy i pozerów którzy zasad nie widzą Dla tych małych skurwysynów którzy z szacunku szydzą Pożegnanie wypierdalać ten kawałek kaplicą