Skip to content

Miastokoloromania

Popularity · Low

Listen

YouTube

0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced

Lyrics

Miasto nawet daltonistów uczy patrzeć na kolory Uciekać przed niebieskim i gonić za zielonym W mieście JP na murach wcale nie znaczy Jan Paweł Od kiedy CHWDP już dawno zapomniane Ludzie igrają z losem próbują Salto Mortales Spinki do mankietów dobrane pod kolor kajdanek Nawet nocą mrużysz oczy od wielkomiejskich świateł Blado purpurowy blask dają czerwone latarnie Białostocki Red Light District białoruskie dziwki Na pustyni uczuć to oaza ludzkiej krzywdy Nad ranem trapi bloki syndrom godziny szóstej Prawo nie puka dwa razy drzwi otwiera butem Szum klozetowej wody ostatnia poszlaka Po majątkach dilerów spływających w ubikacjach Zarób albo giń próbując się nachapać Raport z miejsca zbrodni tak miasto mania Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je Szyby maluje mróz pierwowzory Topią pierwsze słońca promienie bez których umiera miasta koloryt Zapach pleśni wilgoć murów fabryk starych budynków Niekiedy nie starcza sił by wspiąć się na szczyt Olimpu Gwar miasta jak stare nagrania mijam białostockie ghetto Sporo się zmieniło od czasów powstania Echo ulic nierówny rytm koniunktury Niektóre obrazy które maluje życie są w stanie znieczulić O tym że ludzie odchodzą na zawsze Przypomina co jakiś czas klepsydra na schodowej klatce Miasto krezusów za dnia tętni tym rapem Zasypia czasem jak małe dziecko w mieście świateł Świt odkrywa na trawie szron Nad skrzyżowaniem mruga żółte światło ze wszystkich czterech stron Znów nie mogę zmrużyć oka wsłuchując się w stare nagrania Od kilku lat jak rak zżera mnie miasto mania Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je Granatowe płótno oplata horyzonty zmierzchem Chore powietrze oprowadza mnie po mieście Dwudziesta trzecia dziesięć idę z kapturem na myślach Świat się pod nim chowa parkowa ławka przystań Jasna zieleń buch odległa chmura Słuch skupiony na dźwiękach znów dosięgam do pióra Tu raz poczerniał stary i znikł na szarym końcu Trzydziestoletni synek usypia w mamijnym kojcu Drugi wmawia ojcu nie wie nic o narkomani W rzeczywistości płynie w białym pyle miasto manii Na nich dwóch przypadł trzeci prawdziwy złoty dzieciak Wrażliwy ale silny pamiętam co mi powiedział Twórz bądź jak ten co narysuje serce Łzę w oceanie cud obiecane miejsce Ja chcę go słuchać bo kres nas dogania Dwa zero jedenaście sprawdź mnie miasto mania Aha ta kolory mienią się w swoich ledwo uchwytnych odcieniach Przeobrażają się tlą i umykają Jednak my jesteśmy tu po to żeby je złapać i utrwalić Na bicie płótnie ścianie czy kartce Nawet głos ma swoją barwę I ta barwa namalowała tobie te wersy łap to Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je Chcę być przekonany święcie Że ghetto nie jest miejscem To stan umysłu nic więcej To miasto zabiera tlen Ja kocham i przeklinam je