Skip to content
Lyric
Dive
Public playlists
My playlists
Search
Sign in
happy birthday
Kukon
,
@Atutowy
Popularity · Moderate
+
🇵🇱 Polish · Original
0
0
Listen
YouTube
1
2
3
0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced
Lyrics
Original
Translation
Bilingual
No bo czasami jedna decyzja, a ma, wiesz, taki wpływ
Efekt domina?
Mhm
Joł
Niewielkie masz szanse, aby przyjść tu, gdzie ja jestem
Ale miałem takie same jak Ty, bariera jest we mnie
Decyzje w muzyce musi podejmować serce
Nie menadżer, ani forsa, czy jakiś jebany label
Jestem artystą i za to mi płacą szmalec
Bo nie byłem nigdy dziwką, która tańczy, gdy jej każesz
Wiem, że kochacie nienawiść, bo was ciągle karmią fałszem
Nakręcacie się jak lalki, potem gracie w ich teatrze
Środkowy palec możesz wsadzić sobie w dupę
Przejechałem wasze miasta, tysiąc razy grając sztukę
Patrzyliśmy ludziom w oczy i czułem taką energię
Jak tam nie było miłości, to już chyba w nią nie wierzę
W internecie krążą plotki, na osiedlach lata mixtape
Moja gwiazdka to nie dupa z biblioteki, tylko Michelin
Znowu ścigasz mnie na selfie, znowu odpowiadam: "Dziś nie"
Przeżyłem sporo porażek, większości nawet nie liźniesz
Jeśli do mnie dzwonisz, dzisiaj może być zajęte
Jeśli coś dla mnie robisz, ziomek, to musi być perfekt
One coś tam pierdolą o mnie, bo są pierdolnięte
Cokolwiek nie wymyśli dzieciak, zaraz leci w eter
Ich jedyne marzenie dziś to zostać YouTuberem
Jak gadałem z ziomami, zawsze znałem swoją cenę
Uu, przypadkiem zrobiłem karierę
Uu, przypadkiem stałem się raperem
Fartem dostałem duży przelew, potem spełniłem marzenie
Mm, chyba się zastrzelę
Happy Birthday, sentymentu mam pierścień
Nie mam zamiaru się smucić jak Kizo, bo to już niewiele, te sześć zer
One się patrzą, bo M5 na zakręcie leci bokiem
Stoimy pod Żabką z dresem, trzymam odliczoną kwotę, ej
Dom i hotel mi się miesza, znowu w trasie tylko FaceTime
Moja twarz prosi o przerwę, moja kieszeń to zaprzecza
Marzyłem o tym jak dzieciak, nie marudzę, trzeba jechać
Rozlewamy wódę w kubki, w moim tourbusie impreza (yeah)
(Ej, aaah, ej) w moim tourbusie impreza
(Ej, aaah, ej) a potem znowu mnie nie ma
Potem znowu nie odbieram
Świruję mnicha hustlera
Ej, ej, yeah
Palę krzaki, sadzę drzewa
W duszy pokój, w bani zera mam (yeah)
Kiedyś to było, teraz nie ma jak (yeah)
Nie przyjmuję gości, których nie znam, w moim domu na obrzeżach
Pozostaje niesmak, nawet jak to tylko scena
Budziłem się w różnych miejscach, dziś mam wygodny materac
Złe nawyki, ciągle melanż, szybkie dupy, słaby temat
Blokuję niebieskie światło
Chuj w dupę zawistnym lalkom
One mają tylko iPhone
Ja coś za pół miliona euro jak Phantom (Rolls-Royce)
Co chwilę żegnam się z Polską
Dobrze poznałem rzemiosło, obawy, że chce mnie wojsko
Spojrzenia chłodne jak Oslo, chciałbym ogrzać się już wiosną
Ale pracuję nad płytą, Misza, patrz, jak to urosło
Jeśli do mnie dzwonisz, dzisiaj może być zajęte
Jeśli coś dla mnie robisz, ziomek, to musi być perfekt
One coś tam pierdolą o mnie, bo są pierdolnięte
Cokolwiek nie wymyśli dzieciak, zaraz leci w eter
Ich jedyne marzenie dziś to zostać YouTuberem
Jak gadałem z ziomami, zawsze znałem swoją cenę
Uu, przypadkiem zrobiłem karierę
Uu, przypadkiem stałem się raperem
Fartem dostałem duży przelew, potem spełniłem marzenie
Mm, chyba się zastrzelę