Skip to content
Lyric
Dive
Public playlists
My playlists
Search
Sign in
Plaża
Prosto
Popularity · Low
+
🇵🇱 Polish · Original
0
0
Listen
YouTube
1
2
3
0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced
Lyrics
Original
Translation
Bilingual
Parzel, Sokół, Sitek
Nie podzielisz się przy tym raczej opłatkiem, uwierz mi (leć)
Szkocja, Edynburg, plaża Portobello
Szybki zachód słońca i robi się ciemno
Postanowili uczcić jej urodziny
Ona i dwóch chłopaków z WWA i Szkot z nimi
W tym mieście, raczej nie jako turyści
Już czwarty rok na obiad ryba i frytki
Poszło trochę wina i szampana
Jak to wśród przyjaciół zabawa gwarantowana
Wtedy z nikąd podbija sześciu dzieciaków
Średnia wieku 13 lat i bez strachu po pijaku
Co tam masz w tym plecaku?
Tak młodzi, że nie ma na nich paragrafu
Wymiana zdań i pojawiło się pięciu, sześciu
W powietrzu czuć już było to napięcie
Szarpanka, nowe dzieciaki jak z podziemi
Szkot próbuje załagodzić i dostaje w zęby
Dzieciaki łapią za butelki
Chłopaki wyłączają pierwszych i następnych
I następnych, lecz salwa zbitego szkła leci bez przerwy
To opowieść wigilijna, która dziś będzie inna
Bo niespodziewany gość przy stole ma twarz Breivika
To jest pociąg na wakacje, którym jedzie rodzina
Nie wiedząc, że on się zatrzyma u bram Oświęcimia
To jest bieg nago prosto z sauny i skok z tarasu
Do basenu, który zamiast wody jest pełny kwasu
To plaża, która Cię połyka
To jest Twój wyjazd śmierci co miał być wyjazdem życia
Miała lat 19, bogobojną matkę i jamnika
Stary komputer, plakat Brada Pitta
Poznała w internecie typa, Dario
Dom na wyspach, raj bo czego więcej chcieć od życia
Już w drugim mail'u pisał, chcę cię spotykać
Całować, pieścić i wiersze Ci czytać
Wysłał jej bilet do Italii
Siła wyobraźni sprawiła, że poczuła się szczęśliwa
Wsiadła w autokar Saint Giuseppe Vesuviano
Była podniecona, choć zdrętwiało jej kolano
Będzie plaża co wieczór, plaża co rano
I dziękuje losowi, że to ją to spotkało
Chwilowy szok, bo odebrał ją ktoś inny
Ale przecież Dario czeka na nią w swojej willi
Jak do niej weszła, wreszcie zrozumiała, że wycieczka
Nie będzie taka piękna i bajeczna
Dariusz nie istniał, poczta elektroniczna identyczna
Dziewczyn pięć, copy paste zmienione imię tylko w listach
Mija tysięczny dzień, a miejscowa policja wciąż szuka jej
To opowieść wigilijna, która dziś będzie inna
Bo niespodziewany gość przy stole ma twarz Breivika
To jest pociąg na wakacje, którym jedzie rodzina
Nie wiedząc, że on się zatrzyma u bram Oświęcimia
To jest bieg nago prosto z sauny i skok z tarasu
Do basenu, który zamiast wody jest pełny kwasu
To plaża, która Cię połyka
To jest Twój wyjazd śmierci co miał być wyjazdem życia
Miały po szesnaście, rodzice puścili je na wakacje
Wyglądały dojrzale, wyglądały na starsze
Znały się od małego i w sumie były zgrane
Oprócz tego jednego, ta druga nie chciała szaleć
Przysięgły sobie, trzymamy się razem choćby nie wiem co
Plaża i fale brzmi fajnie, będzie tylko to, naprawdę?
Poszły na ugodę, wieczory były spoko nawet pod namiotem
Ale ten ostatni dzień miał być inny, niby z większym polotem
Wyszły na miasto nocą, obawy zabiła wóda
I śmiały się same z siebie, że wcześniej wolały zmulać
I chciały wejść w jakiś klub ale były zbyt naprute
Więc poszły na plaże potańczyć z jutrem
Równowaga nie pozwalała na wiele
I po kilku razach już nie chciały wstawać
Nie miały sił, więc zasnęły tam o trzeciej nad ranem
Cztery lata już mijają jak nie mogą ich znaleźć (ha-ha)
Bądźmy rozsądni, nie chcę siedzieć na murku
Kolejny dobry człowiek, który poszedł w dobrym kierunku