Banicja
Popularity · Low
Listen
YouTube
0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced
Lyrics
Życie zawsze chciało więcej ode mnie
Niż ja od niego i to ono uczyniło mnie tym
Czym jestem i wiesz że prędzej zdechnę
Niż zadowolę się niczym i odepchnę krzyż
Jestem ofiarą która sama siebie składa w rymach
Szukam koryta w którym osiądzie flow
Mojego życia potok wciąż się potyka
Nieustannie piersią wycierając dno
Nigdy nie wiedziałem co jest poezją
Próbuję tylko wytłumaczyć parę spraw
Wiem że ból ma więcej imion niż jedno
I musisz go oswoić kiedy zostajesz sam
Pieprzyć tępy pochód dni donikąd
Nigdy nie uwierzę że jest sens w tym
Każdy z nas jest takim samym banitą
Niektórzy tylko padli I już się nie podnieśli
Nienawidzę ludzi za każde kłamstwo
Które musiałem połknąć żeby teraz nim rzygać
Ale moje zimne oczy nie gasną
I wszystko wszystko dopiero się zaczyna
Nauczyłem się wiele lecz nie od nich
Głos sumienia filozof Seneka
Tak naprawdę mój jest tylko chodnik
Na którym moja stopa miejsca nie zagrzewa
Jestem zgodny z czasem nie miejscem
Każda sekunda znajduje mnie gdzie indziej
Ramiona otwarte ma tylko przestrzeń
I tylko jej krańce czekają aż przyjdę
Gonię a wszystko co minione
W momencie wyboru zasklepia się jak blizna
Przeszłość jest mostem który płonie
Przyszłość to wolność świadoma banicja
Mimo że to tylko rzep na ogonie to
Dopóki nie wypluję płuc gonię go
Wiem że nie chce mnie świat go nie dotyczy
To co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt i moje dno
A jedyny mój możliwy koniec
To gdy własny ogon zaknebluje mi pysk i
Przestanę wyć i uciekać
Przed tym głosem który gna mnie na krawędź
Za którą nie ma już nic
Wiem gdzie jest zapisany mój los
Wykwitły z bólu o marzeniach dziecka
I ciągle stamtąd dobiega mój głos
Pełen prostego pragnienia szczęścia
Wciąż chcę pokonać niemoc
Wobec świata który łamie mi palce
Jego bezinteresowną przemoc
Która uczyniła mnie kaleką na starcie
Nawet sobie mogę powiedzieć „Nie znasz mnie"
Wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia
Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie
Z twarzą w poduszce próbując oddychać
Ile to już lat wciąż to samo
Stanowi moją siłę i największą słabość
Brutalnie walcząc rozrywa tożsamość
I cokolwiek zrobię to zawsze za mało
Mimo że to tylko rzep na ogonie to
Dopóki nie wypluję płuc gonię go
Wiem że nie chce mnie świat go nie dotyczy
To co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt i moje dno
Żeby móc być sobą zakląłem krąg samotności banicji