Skip to content
Lyric
Dive
Public playlists
My playlists
Search
Sign in
lodowisko
kuqe 2115
Popularity · Low
+
🇵🇱 Polish · Original
0
0
Listen
YouTube
1
2
3
0:00 / 0:00
Loading YouTube player...
Lyrics offset
Synced
Lyrics
Original
Translation
Bilingual
Ej, ej
Nie ukrywaj tego, że się boisz, bo to zaraz widać
Tyle sosu, jakbyśmy kręcili coś od Tarantina
Jestem królem zimy, wszystkich zmiecie zaraz ta lawina
Zawsze będę przed wszystkimi, nawet wysiadałem z jebanego bagażnika
Oni chcieli mnie na dole, dole, byku, byku, byku, ole, ole
Piona, jak lecisz na dwór, i piona, jak lecisz na pole, pole
Nie miałem starszego brata, miałem tylko ławkę i monopolowe
Dostałem pierwszy raz w pizdę, jeszcze jak mój dziadek nosił Motorolę
Co mi powiesz, pizdo?
Cały skład w jebanych łyżwach, przecież Sokół mówił, że tu bywa ślisko
Cały skład w jebanych łyżwach, podjeżdżamy na twoje jebane iglo
Cały skład w jebanych łyżwach, cały skład z jebaną misją
Cały skład w jebanych łyżwach, przejmujemy pierdolone lodowisko
Wystarczy tylko jedna krzywa akcja i na zawsze będziesz dla nas dziwką
Wystarczy tego wybaczania, nie ma przepraszania, pamiętamy wszystko
Śmiali się przez całe lata, wróżyło upadek nam to środowisko
Właśnie mija nam dekada, nie mów o zasadach, ty jebana pizdo!
W aucie Borys i ja, byłem hypemanem już od pierwszej trasy
W pierwszej furze, a w niej gaz i pały, no bo w każdym z miast wtedy nas jebali
Fani we krwi, zgadnij, za co dostali – mieli nasz merch, przyjechali się bawić
Uzbrojeni po kły, nie chodziliśmy sami, bo chcieli nas bić jakieś żule z piwami
Rzucacie nam kłody, lecą wióry, kurwy – trafiliście w tartak
Tutaj wszyscy są zahartowani, jak wojenny topór, który mam na barkach
Wszystko, czego nie chcieliście nam dać, musieliśmy sobie sami zabrać
Dzięki za te wszystkie propsy, branża, ale dzisiaj już nie potrzebuję wsparcia
Śmiejesz się z Datejusta, mówisz, że są tanie, a ten, który noszę, kupił mi przyjaciel
Kupił hurtem pięć za jednym razem, potem swojej narzeczonej, babci, mamie
Ty niby Latino, a masz zachowanie jak typowy Polak, któremu nie staje
Na początku się zrobiło przykro nawet, ale kurwa, czego ja się spodziewałem?
Najwięksi na rynku, nie ma chuja, który nie zna naszych wersów
Staliśmy na winklu i składaliśmy się na pół litra w pięciu
Graliśmy w Wałbrzychu i był mural z tyłu, że aż szkoda nerwów, bo
Cały squad w budynku, a bagażnik w Cayenne ma osiemset litrów
Powiedz, jak ci nie wstyd nosić nasze dziary, potem nam ubliżać, będąc najebanym
Wszyscy ci najbardziej zaufani dali dupy, jakby na tym zarabiali
Jestem zajęty swoimi sprawami, więc nie dzwoń do mnie z przeprosinami, bo
Jakbym chciał pogadać z kurwami, to wszedłbym sobie na Euro Escort
Przejmujemy lodowisko teraz, to dopiero będzie zimno, dziwko
Zabierzemy twoje iglo, potem rozpalimy w nim ognisko
To pojebane wydawnictwo, a Bóg chciał, żeby nam wyszło
Już nie straszne żadne kurwisko, teraz pora, by zabrać wszystko
To, co robię, musi płynąć z serca, a nie po to, żeby imponować komuś
Zabija mnie presja, czasem chciałbym przestać, w końcu poczuć spokój, ale
Mówię to od dziecka, że nigdy nie przegram, i tak aż do grobu
Całuję i żegnam, podpisano Łukasz – nareszcie w domu